wtorek, 29 listopada 2016

JiCheol Dziecko mi się hajta!



Pairing: Seungcheol x Jihoon
Fandom: Seventeen
Ostrzeżenia: Wredna mała wróżka, przygłupi S.Coups, agresywne Meanie + przekleństwa
Poboczne: Meanie







Jihoon przeciągnął się i wstał kierując w strone łaienki.
Gdy wrócił ukucnął przytulają S.Coups. Ucałował go w policzek lekko potrząsając.
-Wstawaj już 10
-Yah. Jeszcze chwilkę - mruknął przyciągając go ramieniem. Woozi rzucił mu gniewne
spojrzenie próbując odepchnąć chłopaka
-Idę na śniadanie brzydalu no puść! Jestem głodny!
-Wolisz jedzenie ode mnie?
-Nie bądź zdziwiony. Wszystko jest ciekawsze - uśmiechnął się dźgając go palcem w
policzek. Starszy puścił go przeciągając się leniwie.
-Przynieś mi śniadanie.
-Rusz tyłek i sam sobie przynieś - zarzucił agresywnie grzywką wskazując drzwi.
Czy wyglądał jak dobra wróżka albo służąca? To, że wyglądał jak uroczy nastolatek
nie znaczyło, że tak jest. A jeśli już miał być uroczy to na pewno nie dla tego
zboczonego głąba! Co to to nie!
Seungcheol nagle usiadł patrząc na niego zaspanym wzrokiem. Woozi zaczął się
obawiać co mu chodzi po tej pustej łepetynie. Niestety zawsze coś wtedy działo
się złego.
I tak było tym razem. Seungcheol nie przejmując się przeciągiem, możliwością
wtargnięcia Wonwoo Ummy, ani tym, że biedny Woozi oślepnie zsunął z siebie kołdrę
z tym okropnym wrednym uśmiechem który pokazywał za każdym razem gdy wiedział,
że jest na wygranej pozycji.
-Mam tak iść?
-Boże idioto zakryj to - mruknął odwracając wzrok
-W czym problem. Wczoraj ci się podobało. I przed wczoraj. I zawsze. No przyznaj,
że jestem seksi.
-... Seungcheol po ciemku się nie liczy. Wiedziałem, że jesteś głupi ale samozachwyt
to już szczyt z tak paskudną mordą.
-Jihoon kocham cię.
-Ok. Idę przynieść ci to śniadanie. Jak wrócę masz być ubrany - westchnął wychodząc.
Nadzieja na choćby ćwierć mądrości u jego chłopaka odeszła się kochać.
-Głupi morświn. Co to za nawyk spać bez ubrań. Gdzie to się chowało do cho...
-ŻE NIBY CO?! - stanął przed kuchnią wahając się czy chce tam wchodzić. Ostatnio
wchodząc po puszkę coli musiał stać i słuchać biografię z życia łóżkowego Meanie.
Nic fajnego.
Naprawdę ew
-Daj spokój - Woozi słysząc zmęczony głos Mingyu niemal proszący o wybawienie powoli
wszedł i usiadł przy stole. Cóż w sumie to zawsze chciał spróbować być sędzią.
-Spokój?! Wytłumacz mi to!
-Przecież od godziny mówię ci, że to nic.
-NIC?! N I C?!
-Rany Wonwoo
-Co? Fajnie się macało? Super było?
-Jezu daj spokój.
-Świetnie! Dla mnie ten związek też był niczym!- Mingyu uniósł brwi patrząc jakby coś
do niego powoli docierało
-Kochanie...
-Idź do niej. Kurwa  homo. Homo... Z której pierdolonej strony? - Woozi powoli uniósł ręce
-O co poszło?
-O właśnie! Zabieram Woozi!
-Co?! Co on ci zrobił zostaw go w spokoju.
-Halo. Co jest? - zapytał powoli gubiąc wątek
-Twój ojciec wczoraj prawie pieprzył się z laską na parkiecie.I najwyraźniej mu się podobało.
Oh zapomniałem że miał wyjść do Hoshi. Tylko z nim. Widać mamy inne pojęcie zdania; piwo
z Hoshi.
-Gdyby mi się podobało to by mi stanął! - oho. Zaczęło się przedstawianie historii seksualności
Woonwoo i MIngyu. Woozi był mądry i wiedział jak to się skończy więc zabrał przygotowane
kanapki widząc jak Wonwoo chwyta talerz i dyskretnie spierdolił nawet nie odwracając się.
Gdy udało mu się dotrzeć do pokoju od razu zamknął drzwi i podał talerz chłopakowi.
Milcząc patrzył krzywo w stronę talerza.
-...Seungcheol?
-Hm?
-Nie kłóćmy się o nic. Nigdy. Dobrze?
-...Wonwoo ma okres? - zapytał ciężko wzdychając. Jihoon kiwnął tylko głową słysząc trzask
 tłuczonego szkła. S.Coups odstawił jedzenie i przytulił chłopaka z szerokim uśmiechem.
-Mingyu go przeleci zaraz i będzie spokój.

Jihoon wsiadł do auta przytulając się do chłopaka. Mimo zapewnień parka wciąż żyła jak
pies z kotem i nic nie zapowiadało się na poprawę. No może oprócz tego, że Mingyu przeprosił
Jeon z miliony razy tylko tamten jak jakaś rasowa Diva tylko prychał.
Woozi zaczął zastanawiać się czy nie bliżej im do zwierząt.
-Wzięliście namioty? - zapytał nagle Mingyu
-Yup.
-Śpiwory?
-Yup.
-Jedzenie?
-Kurwa Mingyu to biwak a nie wylot za granice. Mamy wszystko.
-Dobra dobra. Nie będę potem wracał więc pretensje miejcie do siebie ok?
-Gdzie Wonwoo??
-Powoli wychodzi z czeluści piekła. Pewnie upycha swoją kosmetyczkę do walizki wielkości samochodu.
-Pakuje podpaski - podsumował Seungcheol układając się do snu. Gdy do auta przyszedł wspomniany
chłopak Mingyu zaczął nerwowo poprawiać lusterko udając, że jest zajęty.
-Co tak długo? - zapytał Jihoon
-Wziąłem przekąski dla ciebie.
-A dla mnie? - zapytał S.coups widząc zapas słodyczy.
-Debili nie dokarmiam - skwikotał machając na niego ręką.
W aucie panowała napięta atmosfera. Mingyu co chwile odsuwał i zasuwał szybe, Wonwoo
bawił sie radiem, a S.Coups próbował poprawić humor Jihoon i ciągle obdarowywał go całusami.
Pewnie nikt by się nie odezwał gdyby nie nagły podniesiony głos kierowcy.
-Czy możecie się nie molestować? Jezu Seungcheol zostaw go - warknął
-O co ci chodzi?
-Odsuńcie się bo mi niedobrze
-Zostaw ich Mingyu - Woozi czuł, że zaraz wybuchnie wojna. Pierwszy raz od tygodnia słyszał by
kierował do niego słowa.
-Zamknij się
-Oh zazdrosny?
-Niby o co?! - parsknął niedowierzająco
-Bo oni się kochają?!
-Oho więc teraz, że niby się nie kochaliśmy? - kurwa. Woozi czuł, że mógłby zostać jasnowidzem.
-Na pewno nie z twojej strony!
-No zaraz kurwicy dostane - jęknął łapiąc się za czoło
-Ej chłopaki dajcie spok...
-ZAMKNIJ SIĘ! - wrzasnęli obaj. Seungcheol uniósł obronnie ręce do góry zaskoczony.
Przynajmniej próbował.
-WIęc kto krzyczał OH MINGYU MOCNIEJ?!
-UDAWAŁEM!
-Nie jesteś babą! Orgazmu nie możesz symulować!
-Można gdy wyobraża się sobie, że robi to ktoś przystojny!
-Że kurwa co?! - dwójka z tyły uderzyła o siedzenie gdy ten gwałtownie zahamował.
-Zaskoczony?! Prawda boli?!
-I świetnie! A ja myślałem o tej niezłej lasce! Była dużo lepsza niż ty! I szczerze lepiej
 mi z nią!
-Oh czuje te jej niezapomniane 15 sekund z tobą - prychnął patrząc w szybe zaszklonymi oczami.
-Wysiadaj.JUŻ!
-I tak nie chciałem jechać  tobą - rzucił odpinając pas. Szybko wysiadł trzaskając drzwiami.
Mingyu odjechał z piskiem opon nawet nie oglądając się.
Jihoon pierwszy raz widział u niego łzy w oczach i czuł się z tym źle.
Do tego wiedział, że nie może się wtrącać więc milczał.
Gdy dojechali wszyscy milczeli rozstawiając namioty.
Jihoon usiadł obok chłopaka i go przytulił.
-Myślałem, że im przejdzie.
-To ich pierwsza taka kłótnia. Może być ciężko.
-Obaj płakali.
-Taki charakter. Nie myśl lepiej o tym.
-Seungcheol on go zostawił w połowie drogi bez pieniędzy i kluczy.
-Rozpalmy ognisko dobra? - Seugcheol wygonił go po jedzenie gdy sam zajął się ogniem.
Po chwili przed nimi pojawił się Mingyu
-Wracam na chwilę do sklepu bo nie wzięliśmy wody - mruknął pod nosem.
-Okej.
-Chcecie coś?
-Nie. Wszystko mamy

Mingyu rozglądał się nerwowo na wszystkie strony. Był wściekły na siebie jak cholera. Jak mógł
go zostawić? Zbliżała się 4 godzina odkąd wygonił go z samochodu. DO tego debil nie odbierał, a
on szalał ze strachu.  Nawet nie pamiętał gdzie go zostawił. Gorzej. Wszystko wokół wyglądało
tak samo i było to pustkowie.
Najgorsze, że było ciemno.
Nie, nie miał problemu, że mało widzi.
Wonwoo bał się ciemności.
Co jak ktoś go porwał? Jakiś psychopata zgwałci?
-Kurwa Wonwoo odbierz - jęknął patrząc w wyświetlacz.
Zatrzymał się widząc siedzącego z boku na trawie blondyna. Wyskoczył z samochodu niemal potykając
się o nogi nie bawiąc się w gaszenie silnika.
-Wonwoo? - wspomniany obejrzał się do tyłu wlepiając w niego czerwone zapłakane oczy.
-Mingyu? - wyższy podbiegł do niego i zarzucił swoją bluze na ramiona starając się opanować nerwy
-Chodź do samochodu.
-Zostaw mnie.
-Przestań. To nie miejsce ani czas - warknął łapiąc go w talii. Pomógł mu wstać i zaprowadził do
samochodu. Zamknął za nim drzwi i usiadł na swoim miejscu.
-Rozłóż sobie siedzenie - rzucił
-Daj mi spokój - mruknął patrząc w szybe. Mingdy pochylił się nad nim i opuścił siedzenie.
-Chcesz coś do picia?
-Nie.
-Boli cię coś?
-Nie - powtórzył. Mingyu jednak nie ruszył wbijając w niego oczy.
-Przepraszam - powiedział głaszcząc go po ramieniu. Wonwoo spojrzał na niego
-Nie obejrzałeś się nawet raz. Gdy sobie odjechałeś.
-Wonwoo...
-Myślałem, że już po mnie nie wrócisz. Początkowo miałem nadzieje, że zaraz zawrócisz.
Ale ty tego nie zrobiłeś. A ja bałem się. Wiesz, że nienawidzę ciemności a ty sobie
zwlekałeś. Dobrze się bawiłeś wiedząc o tym?
-Byłem wściekły. I kłamałem. Byłem taki zły, że myślałem tylko o tym by cię zranić.
Wonwoo przepraszam.
-Wracajmy do domu - szepnął wycierając łzy. Mingyu chwilę obserwował go jak chowa nos
w jego bluzę i po prostu ruszył w stronę domu.

Gdy tylko przekroczyli próg domu Mingyu zatrzasnął drzwi i przygwoździł starszego do
ściany atakując pocałunkami.
-Zostaw mnie! - Mingyu miał ochotę się roześmiać słysząc dziecinny ton.
-Bij mnie, krzycz, wyzywaj. Nie mam zamiaru przestać rozumiesz? - warknął zadziornie.
Chwilę później siedział już na udach Wonwoo i ściągał z siebie koszulkę. Wonwoo mimo oporów
utkwił zaszklony wzrok w umięśnioną klatkę piersiową Mingyu. Młodszy chwycił go za dłoń
i nakierował na swoje ciało z uśmiechem obserwując jak ten zaczyna powoli błądzić po nim
coraz bardziej zamglonym wzrokiem.
-Jeśli jeszcze raz zwątpisz w moją wierność to przysięgam na brak dziewictwa Jihoon, że
przywiąże cię do tego łóżka - mruknął mu w szyje.
-... Nic nie zaszło?
-Skarbie ona jest lesbijką. Ja gejem. Dzieci by z tego nie było - uśmiechnął się rozpinając
spodnie.
-Mingyu...
-Dzieci nie ma dziś w domu. Masz krzyczeć ile sił w płucach - zamruczał
   Mingyu postanowił wynagrodzić wszystkie krzywdy
    A Wonwoo spełnił prośbe
   Serio
   Darł się jak zarzynana świnia.

Jihoon obudził się słysząc dziwne chichoty. Spojrzał na chłopaka obok marszcząc nos.
Powoli ubrał się i wyszedł na dwór. Widząc Meanie odetchnął. Usiadł przed ogniskiem
wbijając w nich badawcze spojrzenie.
-Wstało dziecko
-Chichracie się jak pojeby. Kiedy wróciliście?
-Co?
-Nie jestem głupi jak S.Coups. Wiem co robiliście całą noc i na pewno nie tu. Nie
próbujcie zaprzeczać Wonwoo ma za dobry humor musiałeś go dobrze prz...
-Oh dobra. Ja nie wypominam kto ochrzcił blat w kuchni - jeśli Wonwoo myślał, że go to
zawstydzi to był w błędzie. Jihoon nie miał zamiaru się wstydzić tak dobrego numeru.
No sorry ludzka rzecz.
-Nie kłóćcie się więcej. Pieprzcie wszędzie ale bez takich.
-Dobra idź budź tego pół mózga. Znając go to nie przepuścił okazji.
-Eh. Ciesz się, ze nie jestem kobietą. Ten rok jest dla niego produktywny.

Jihoon gładził nagie plecy chłopaka głośno oddychając.
-Woozi kocham cię~
-Ja ciebie też.Ale kiedy się tego nauczyłeś? - zapytał podejrzliwie.
-Dużo czytam - uśmiechnął się dumny z siebie
-Kamasutre? Wykuwasz na pamięć?
-Czerp korzyści i przyjemności z mojej wiedzy
-Nie zamierzam się sprzeciwiać - bo kto by miał.
Romantyczną chwilę przerwało im pukanie.
-Nie teraz!
-Seugcheol...
-Jezu Mingyu weź spierdalaj. Nie teraz!
-Tylko mówię, że przyjechała twoja matka.
-O kurwa

Woozi był pod wrażeniem tego jak szybko zdołał posprzątać pokój i się ubrać.
-Ok kochanie posłuchaj. Ta kobieta to demon. Lepiej udawajmy przed nią przyjaciół ok? - Woozi
serio miał ochotę roześmiać się widząc tą pseudo przerażoną/poważną minę.
Ale nie chciał wyjść na wrednego chłopaka.
Nawet jeśli już miał to miano.
-Dobrze spokojnie - uśmiechnął się kręcąc głową. Gdy weszli do salonu Woozi wzdrygnął się.
Nie sądził, że ta kobieta będzie demonem też z wyglądu. Choć bliżej jej było do kosmitki
od nadmiernych operacji. Ciekawa sprawa, że jeszcze jej nic nie pękło.
Już widział jej przerażenie gdy odpada jej policzek a Wonwoo bluźni ze szmatą w ręku
i sprząta po jej wpadce.
-Cześć mamo. Co cię sprowadza?
-Nie wolno mi odwiedzić własnego syna?
-No ale tak bez zapowiedzi?
-Słyszałam, że kogoś masz - o cholera. Woozi skrzyżował ręce na klatce piersiowej patrząc
jak jego chłopak zaczyna blednąć. No tłumacz się. Wysil mózg.
-Tttak?
-Mam dużo znajomych i to wszędzie. A wiesz jak szybko się plotki rozchodzą?
No to mów. Kim jest ta kobieta?
-Mamo ale... co? - hm. Czyżby Woozi o czymś nie wiedział? Nie przypominał sobie by
posiadał jajniki i te inne dziwne rzeczy.
-Nie zrozumiałeś?
-..Nie?
-Pytam kim jest ta kobieta.
-To serio plotki. Nie mam dziewczyny.
-W takim razie zostanę tu tak długo aż mi jej nie przedstawisz.
-CO?!
-To. Co to za dziecko? - zapytała wskazując Woozi. Nastolatek ugryzł się w język
czując nadchodzący potok słów pod jej adresem.
Bardzo niemiłych.
-TO nasz współlokator. Jihoon weź swoje rzeczy do mojego pokoju. Matka będzie spać
w twoim pokoju.
-Nie ma problemu - w sumie to i tak planowali zając jeden pokój.
Bo po co codziennie latać od jednego do drugiego łóżka?

Seugcheol był przerażony, a panikował gorzej niż siostra Jihoon gdy rodziła.
Woozi żył w przekonaniu, że gorzej się nie da ale chłopak go serio zaskakiwał.
-Co ja teraz zrobię?
-Poczekaj, a zrozumie.
-Nie Jihoon. Ona nie zrozumie. Zostanie tu do usranej śmierci.
-Aż tak źle?
-Będzie mnie śledzić, podsłuchiwać. O boże. Będę miał celibat i to przez nią 0 jęknął
przytulając się do różowowłosego.
-Wymyślimy coś

Jihoon wbił agresywnie widelec w mięso obmyślając plan mordestwa na tej wiedźmie. Przez
tą suke nie uprawiał seksu od miesiąca.
Nawet próba szybkiego numerku w łazience skończyła się waleniem w drzwi bo co oni tam robią
we dwoje.
A w nocy... w nocy przychodziła chyba z 50 razy! I pytała ich o samopoczucie.
No kurwa co to miało być.
Do tego nazywała go wstrętnym karłem bez manier, a szczerze nawet nie rozmawiał z nią!
-Jihoon dobrze się czujesz? - zapytał Joshua obserwując jak ten po raz kolejny wbija
widelec w mięso z ogromną morderczą pasją.
-Świetnie - uśmiechnął się krzywo czując, ze zaraz pójdzie sprawdzić sprawność łopaty.
Na jej twarzy.
O tak.
-Coś się stało?
-Zabije suke.
-... Kogo? Jaką suke?
-Matka Seungcheol wprowadziła się do nas.
-I? To chyba dobrze. Pozna cię i...
- Nie wie, że jej syn woli penisy.
-Ile już z wami siedzi? Zaraz jej się znudzi
-Ta wiedźma niszczy mi życie. Wiesz co to znaczy wymuszony celibat na miesąc?
Brak pożycia? Dla osoby młodej i z buzującymi hormonami? - chłopak skrzywił się
opierając brodę o rękę.
-Auć. Zacznij robić jej to co ona tobie. Wiem gdzie ją zakopać w ekstremalnych warunkach.
-To nie żart Josh. Ona serio musi zniknąć.
-Powiedz temu idiocie co myślisz.
-Obrazi się
-A chcesz to ciągnąć w nieskończoność i się męczyć?
-No spróbuje
-To dla dobra twojego pożycia

Jihoon po raz pierwszy od dawna nie cieszył się kontaktem fizycznym z chłopakiem.
Co prawda trzymali się tylko za rękę podczas iście romantycznego wypadu do sklepu ale to
lepsze niz nic.
No i w pobliżu nie było tej wrednej baby.
-Seungcheol?
-Hm?
-Długo to potrwa?
-Możliwe.
-I po prostu się z tym zgadzasz?
-O co ci chodzi?
-Mam dość. Ona jest wszędzie. Dokucza mi. Nachodzi nas.
-Jihoon.
-Do cholery wiesz jak ogromną mam chcice? Ile to potrwa? Półtora miesiąca? Seungcheol jeszcze
trochę i rzucę się pierwszego lepszego faceta żeby mnie przeleciał skoro ty jesteś
pizdą i nie możesz nic zrobić. Powiedz jej albo ja to zrobię. Chyba, że boisz się.
W takim razie zacznę rozglądać się za innym penisem - S.Coups wlepił w niego oczy
myśląc nad czymś intensywnie ( chyba pierwszy raz)
Westchnął ściskając mu dłoń
-Wyjdź za mnie - Woozi patrzył na niego gniewnie analizując słowa. Po chwili uniósł brwi
-Co? - Seungcheol uklęknął przed nim
-Wyjdź za mnie
-Nie rób z siebie idoty. Weź wstań. Popieprzyło cię Seung... - zamilkł patrząc na pierścionek.
Zakrył dłońmi twarz zaskoczony. Nic nie zapowiadało na chęć zmiany statusu ich związku co
go całkiem zbiło z tropu.
-Ja.. To takie nagłe.
-Jihoon no chcesz wyjść za mnie czy nie?
-Oczywiście, że tak idioto, a teraz weź wstań bo się rozmyśle - mruknął widząc, że zebrało
się kilku gapiów.
No tak. Seungcheol i jego dyskrecja.
Starszy wstał wsuwając mu pierścionek na palec i ucałował policzek.
-Zajme się matką. Nie dziś ale wytrzymaj jeszcze trochę.
-Dobra jakoś przeżyje
-Mamy 15 minut nim moja matka zacznie nas szukać, Chodź szybko po samochód.

Wonwoo nie lubił gdy ktoś psuł mu plany. A już na pewno nie nagłych spotkań. Jednak Woozi był
jego dzieckiem więc zaciskając zęby ubrał się stosownie i ruszył do domu Joshua.
Na jak to nazwał Woozi ,, Ważne spotkanie"
Na ulicy zamordował mentalnie 15 osób. Wyglądały w sumie jakby czuły jego chęci.
Na miejscu przestraszył swoją cudowną aurą właściciela. Zdjął buty i usiadł
naprzeciwko dziecka patrząc po pozostałych.
-Woozi wiesz, że jako matka kocham cię. Ale lepiej żeby to było coś ważnego.
-No to jak są już wszyscy. Chcę wam coś powiedzieć.
-Jesteś w ciąży?
-Nie
-Ćpasz?
-Nie
-Zabiłeś kogoś?
-Wonwoo..
-To co jest tak ważne, że przerwałeś mi randke życia?
-Otóż.. Bo Seungcheol... Oświadczył mi się.
-...Co?
-Serio?! - zapiszczał Wonwoo
-No tak.
-Ale jak?!
-... No kurwa uklęknął i poprosił.
-Dawaj pierścionek - jęknął blondyn klaszcząc jak mała dziewczynka. Woozi wyciągnął dłoń
z pierścionkiem ukazując gruby złoty sygnet z małymi diamentami ułożonymi w kwadrat.
Wonwoo zaczął podskakiwać w miejscu ze łzami w oczach.
-Jezus dziecko mi się będzie hajtać! A jeszcze niedawno rozmawialiśmy o twoim pierwszym
razie..
-Wonwoo zamknij się
-Ten jełop się postarał. Pierścionek to tani nie był. Mam nadzieję, że macie alkohol
to trzeba opić.
-Nie bez powodu się zebraliśmy przecież

Jihoon siedział przy stole pijąc herbatę. Wonwoo radośnie gwizdał szykując śniadanie.
-Rozmawiałem w nocy z Mingyu
-Oh doprawdy? Tylko rozmawiałeś?
-Chociaż udawaj niewinnego albo, że nie wiesz.
-No to o czym?
-Tak ogólnie. I ten. Jak się pobierzesz... TO zostaniecie z nami?
-Wonwoo idioto.
-No przywiązałem się!
-Jak na razie dobrze mi tu. I jemu też.
-I tak wspomniałem Mingyu, że ja nie lubię złota. I lubię diamenty. I gdyby to o mnie chodziło
to powinno być romantycznie. I wiesz co on zrobił?
-Zgaduje, że miał to w dupie.
-Otóż to. Usłyszałem tylko ,,Aha". Co za bałwan
-Ale jest przystojny
-No tak.
-I dobry w łóżku
-To też. Do tej pory drażni mnie, że powiedziałem o tych 15 sekundach
-Oho. Czuje, że udowadnia ci, że się mylisz.
-Aż za bardzo - uśmiechnął się pod nosem. Umilkł widząc, że do kuchni wchodzi pani Kim.
Prychnął teatralnie i uśmiechnął się w ten wredny sposób.
-Nikt nie nauczył cię manier? Nie gwizda się w pomieszczeniach. Och co za brak klasy.
-Cóż. Widzę, że dziś długo spędziłaś czas przed lustrem. Hm. Czyżby zlot czarownic? -
zapytał ze stoickim spokojem. Kobieta spiorunowała go wzrokiem
-Jak mniemam czujesz zazdrość ponieważ z twoją twarzą nic się nie da zrobić.
-Spokojnie. Lubie ją. I nawet poderwałem na to ,,Coś" miłość życia - sarknął wskazując twarz
-Ślepa? Biedna dziewczyna. A nie. Ty wolisz chłopców. Współczuje. Musiałeś mieć smutne
dzieciństwo.
-A widzisz było wspaniałe
-Dobrze, że moje dziecko jest normalne
-No powiem ci żebyś nie szalała z tą pewnością stara pudernico. Mam go na oku - kobieta
chwyciła się za serce
-Nawet nie próbuj psuć mi syna paskudny leszczu.
-Co to za nowa metoda okazywania miłości - Mingyu ziewnął podchodząc do lodówki.
Wonwoo chwycił go za biodra i pocałował w policzek.
-Wiedźma nie pozwala nam wziąć S.Coups do trójkąta.
-Wiedźma jak wiedźma co na to jego narzeczony? - zapytał patrząc na czerwoną ze złości kobietę
-Żartujcie sobie dalej smarkacze. Pokładałam nadzieję w Mingyu, a on też odmieniec. Hej karle
zrób mi herbatę - wspomniany nastolatek uśmiechnął się wrednie i wstał łapiąc ją za dłoń.
Jak się bawić to się bawić prawda?
Trzy
Dwa
Jeden
Wybacz Seungcheol
-Mów mi synu teściowo - powiedział z uroczym uśmiechem pokazując pierścionek

Wonwoo leżał na podłodze wciąż się śmiejąc z reakcji kobiety. Pani Kim zaczęła im wykrzykiwać,
że powinni się leczyć, są burakami i niech się do niej  nie zbliżają. Chyba pierwszy raz
ktoś wyprowadził ją z równowagi. Lepiej. Zamknęła się w pokoju krzycząc, że są
niesmaczni, a te żarty są beznadziejne.
-Jihoon co chcesz za to?
-Wiesz. Pozbyłem się jej na przynajmniej tydzień.
-Nie cieszcie się. Zaraz wróci jej synalek. Wiecie co to będzie? - Wonwoo skrzywił się na samą
 myśl słysząc jej skargi i przeprosiny blondyna za ich zachowanie.
-Seungcheol nigdy jej nie powie prawda? - zapytał nagle nastolatek. Mingyu pogłaskał
go po głowie
-W końcu to zrobi. On też ma limit
-Już widzę jak będziemy robić wesele, a on będzie kazał być ciszej wszystkim bo mama dzwoni.
-Mieszkamy w Korei gdzie związki homoseksualne są zabronione. Gdzie ty chcesz się pobrać?
Ups?
-Mingyu kurwa zniszczyłeś nam marzenia. Jesteś beznadziejny. Do tego wciąż czekam na
 pierścionek. Opisałem ci wszystko żebyś nie musiał myśleć bo trudno z tym u ciebie,
a ty to olałeś.
-Gdy próbowałem zorganizować romantyczny wypad to robiłeś szopki że cię zdradzam albo
coś ukrywam i się obraziłeś. Jak mam ci się kurwa oświadczyć w takich warunkach?
-Och?
-No kurwa och. Próbuje od 3 miesięcy. Ale jesteś debilem więc nie będzie romantycznie i nagle.
Pierścionek leży w szufladzie z książkami. Weź go i się odpieprz.
-... Nie mogłeś po prostu dodać weź go i przyjmij oświadczyny?
-weź ten pierścionek i wyjdź za mnie. A teraz przestań o tym gadać bo nigdy więcej nie
będę próbował oświadczyć
-Jihoon słyszysz? Pobieram się!
-... Taaa. Już widzę te walkę o każdy szczegół.
-Dojdziemy do porozumienia.
-Jak wtedy gdy Won chciał kota,a ty psa i potem nie odzywaliście się miesiąc?
-Ok nie ważne. Było minęło dobra?
-Wróciłem!
-Ooo. Idę po popcorn

Kobieta siedziała nerwowo stukając paznokciami w kubek.
-Są niewychowani. Aroganccy. Wredni. Chamscy. Po prostu pospulstwo.
-To, że są innej orientacji nic nie znaczy.
-Już zaczynają wyżerać ci mózg. Co to w ogóle za żarciki? Trójkąt? Zaręczyny?
-Właśnie Seungcheol. Jakie zaręczyny - wtrącił wredny mały skrzak patrząc
tym lodowatym spojrzeniem w jego oczy.
S.Coups czuł się jakby zbrakło mu papieru i był sam w domu.
Oboże co za gówniana sprawa.
-O siwonie. Teraz będzie ten słynny moment z wybieraniem.
-Powinieneś wrócić do domu.
-Tu mi dobrze.
-Nie musiałbyś pracować.
-Lubie pracować.
-Seungcheol ci ludzie nie są odpowiedni dla ciebie. Są nienormalni! Nawet ten dzieciak!
Kazał mi mówić do siebie synu! - Seungcheol miał nadzieje, że dojdzie do tego później.
Westchnął szykując jakieś stosowne zdanie w głowie dla matki.
Szkoda że szło mu to opornie i wręcz rwała mu się wiązanka. I to nie pogrzebowa.
Choć takową miał ochotę jej wręczyć w gratisie.
-Nie powinieneś tu zostać ani minuty dłużej.
-Przestań mi dyktować co mam robić.
-Co?! - Woozi wyszczerzył się czekając na wojnę.
-No.  Seungcheol się stawia. Idę po popcorn - zaświergotał radośnie Wonwoo znikając w
kuchni.
-To. Jestem dorosły. Wiem co chcę i co mogę. Nie mam 15 lat. Nie biorę od ciebie pieniędzy.
Więc łaskawie daj mi żyć tak jak chcę.
-Może już ci weszła ich choroba?
-Chciałem to zrobić delikatnie ale niestety nie mogę
Przepraszam mamo



Ale zbieraj manatki do kurwy nędzy i wypierdalaj do swojego domu ponieważ ja i mój
narzeczony chcemy się pieprzyć. Tak ten oto skrzacik to mój chłopak bardzo się kochamy.
Planujemy ślub. Nawiązując do poprzedniego tematu wypierdalaj bo chce się z nim pieprzyć
teraz w tej chwili! Jihoon do pokoju! Już rozbieraj się!


-Wiedziałem, ze ten popcorn się przyda - parsknął Wonwoo patrząc na odjeżdżające
z piskiem opon auto.
-Kochanie chodźmy do kina.
-Co cię wzięło na romantyczność. Nie pożyczę ci pieniędzy
-Wprawiam nas w nastrój ćwoku.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz