wtorek, 29 listopada 2016

JiCheol Dziecko mi się hajta!



Pairing: Seungcheol x Jihoon
Fandom: Seventeen
Ostrzeżenia: Wredna mała wróżka, przygłupi S.Coups, agresywne Meanie + przekleństwa
Poboczne: Meanie







Jihoon przeciągnął się i wstał kierując w strone łaienki.
Gdy wrócił ukucnął przytulają S.Coups. Ucałował go w policzek lekko potrząsając.
-Wstawaj już 10
-Yah. Jeszcze chwilkę - mruknął przyciągając go ramieniem. Woozi rzucił mu gniewne
spojrzenie próbując odepchnąć chłopaka
-Idę na śniadanie brzydalu no puść! Jestem głodny!
-Wolisz jedzenie ode mnie?
-Nie bądź zdziwiony. Wszystko jest ciekawsze - uśmiechnął się dźgając go palcem w
policzek. Starszy puścił go przeciągając się leniwie.
-Przynieś mi śniadanie.
-Rusz tyłek i sam sobie przynieś - zarzucił agresywnie grzywką wskazując drzwi.
Czy wyglądał jak dobra wróżka albo służąca? To, że wyglądał jak uroczy nastolatek
nie znaczyło, że tak jest. A jeśli już miał być uroczy to na pewno nie dla tego
zboczonego głąba! Co to to nie!
Seungcheol nagle usiadł patrząc na niego zaspanym wzrokiem. Woozi zaczął się
obawiać co mu chodzi po tej pustej łepetynie. Niestety zawsze coś wtedy działo
się złego.
I tak było tym razem. Seungcheol nie przejmując się przeciągiem, możliwością
wtargnięcia Wonwoo Ummy, ani tym, że biedny Woozi oślepnie zsunął z siebie kołdrę
z tym okropnym wrednym uśmiechem który pokazywał za każdym razem gdy wiedział,
że jest na wygranej pozycji.
-Mam tak iść?
-Boże idioto zakryj to - mruknął odwracając wzrok
-W czym problem. Wczoraj ci się podobało. I przed wczoraj. I zawsze. No przyznaj,
że jestem seksi.
-... Seungcheol po ciemku się nie liczy. Wiedziałem, że jesteś głupi ale samozachwyt
to już szczyt z tak paskudną mordą.
-Jihoon kocham cię.
-Ok. Idę przynieść ci to śniadanie. Jak wrócę masz być ubrany - westchnął wychodząc.
Nadzieja na choćby ćwierć mądrości u jego chłopaka odeszła się kochać.
-Głupi morświn. Co to za nawyk spać bez ubrań. Gdzie to się chowało do cho...
-ŻE NIBY CO?! - stanął przed kuchnią wahając się czy chce tam wchodzić. Ostatnio
wchodząc po puszkę coli musiał stać i słuchać biografię z życia łóżkowego Meanie.
Nic fajnego.
Naprawdę ew
-Daj spokój - Woozi słysząc zmęczony głos Mingyu niemal proszący o wybawienie powoli
wszedł i usiadł przy stole. Cóż w sumie to zawsze chciał spróbować być sędzią.
-Spokój?! Wytłumacz mi to!
-Przecież od godziny mówię ci, że to nic.
-NIC?! N I C?!
-Rany Wonwoo
-Co? Fajnie się macało? Super było?
-Jezu daj spokój.
-Świetnie! Dla mnie ten związek też był niczym!- Mingyu uniósł brwi patrząc jakby coś
do niego powoli docierało
-Kochanie...
-Idź do niej. Kurwa  homo. Homo... Z której pierdolonej strony? - Woozi powoli uniósł ręce
-O co poszło?
-O właśnie! Zabieram Woozi!
-Co?! Co on ci zrobił zostaw go w spokoju.
-Halo. Co jest? - zapytał powoli gubiąc wątek
-Twój ojciec wczoraj prawie pieprzył się z laską na parkiecie.I najwyraźniej mu się podobało.
Oh zapomniałem że miał wyjść do Hoshi. Tylko z nim. Widać mamy inne pojęcie zdania; piwo
z Hoshi.
-Gdyby mi się podobało to by mi stanął! - oho. Zaczęło się przedstawianie historii seksualności
Woonwoo i MIngyu. Woozi był mądry i wiedział jak to się skończy więc zabrał przygotowane
kanapki widząc jak Wonwoo chwyta talerz i dyskretnie spierdolił nawet nie odwracając się.
Gdy udało mu się dotrzeć do pokoju od razu zamknął drzwi i podał talerz chłopakowi.
Milcząc patrzył krzywo w stronę talerza.
-...Seungcheol?
-Hm?
-Nie kłóćmy się o nic. Nigdy. Dobrze?
-...Wonwoo ma okres? - zapytał ciężko wzdychając. Jihoon kiwnął tylko głową słysząc trzask
 tłuczonego szkła. S.Coups odstawił jedzenie i przytulił chłopaka z szerokim uśmiechem.
-Mingyu go przeleci zaraz i będzie spokój.

Jihoon wsiadł do auta przytulając się do chłopaka. Mimo zapewnień parka wciąż żyła jak
pies z kotem i nic nie zapowiadało się na poprawę. No może oprócz tego, że Mingyu przeprosił
Jeon z miliony razy tylko tamten jak jakaś rasowa Diva tylko prychał.
Woozi zaczął zastanawiać się czy nie bliżej im do zwierząt.
-Wzięliście namioty? - zapytał nagle Mingyu
-Yup.
-Śpiwory?
-Yup.
-Jedzenie?
-Kurwa Mingyu to biwak a nie wylot za granice. Mamy wszystko.
-Dobra dobra. Nie będę potem wracał więc pretensje miejcie do siebie ok?
-Gdzie Wonwoo??
-Powoli wychodzi z czeluści piekła. Pewnie upycha swoją kosmetyczkę do walizki wielkości samochodu.
-Pakuje podpaski - podsumował Seungcheol układając się do snu. Gdy do auta przyszedł wspomniany
chłopak Mingyu zaczął nerwowo poprawiać lusterko udając, że jest zajęty.
-Co tak długo? - zapytał Jihoon
-Wziąłem przekąski dla ciebie.
-A dla mnie? - zapytał S.coups widząc zapas słodyczy.
-Debili nie dokarmiam - skwikotał machając na niego ręką.
W aucie panowała napięta atmosfera. Mingyu co chwile odsuwał i zasuwał szybe, Wonwoo
bawił sie radiem, a S.Coups próbował poprawić humor Jihoon i ciągle obdarowywał go całusami.
Pewnie nikt by się nie odezwał gdyby nie nagły podniesiony głos kierowcy.
-Czy możecie się nie molestować? Jezu Seungcheol zostaw go - warknął
-O co ci chodzi?
-Odsuńcie się bo mi niedobrze
-Zostaw ich Mingyu - Woozi czuł, że zaraz wybuchnie wojna. Pierwszy raz od tygodnia słyszał by
kierował do niego słowa.
-Zamknij się
-Oh zazdrosny?
-Niby o co?! - parsknął niedowierzająco
-Bo oni się kochają?!
-Oho więc teraz, że niby się nie kochaliśmy? - kurwa. Woozi czuł, że mógłby zostać jasnowidzem.
-Na pewno nie z twojej strony!
-No zaraz kurwicy dostane - jęknął łapiąc się za czoło
-Ej chłopaki dajcie spok...
-ZAMKNIJ SIĘ! - wrzasnęli obaj. Seungcheol uniósł obronnie ręce do góry zaskoczony.
Przynajmniej próbował.
-WIęc kto krzyczał OH MINGYU MOCNIEJ?!
-UDAWAŁEM!
-Nie jesteś babą! Orgazmu nie możesz symulować!
-Można gdy wyobraża się sobie, że robi to ktoś przystojny!
-Że kurwa co?! - dwójka z tyły uderzyła o siedzenie gdy ten gwałtownie zahamował.
-Zaskoczony?! Prawda boli?!
-I świetnie! A ja myślałem o tej niezłej lasce! Była dużo lepsza niż ty! I szczerze lepiej
 mi z nią!
-Oh czuje te jej niezapomniane 15 sekund z tobą - prychnął patrząc w szybe zaszklonymi oczami.
-Wysiadaj.JUŻ!
-I tak nie chciałem jechać  tobą - rzucił odpinając pas. Szybko wysiadł trzaskając drzwiami.
Mingyu odjechał z piskiem opon nawet nie oglądając się.
Jihoon pierwszy raz widział u niego łzy w oczach i czuł się z tym źle.
Do tego wiedział, że nie może się wtrącać więc milczał.
Gdy dojechali wszyscy milczeli rozstawiając namioty.
Jihoon usiadł obok chłopaka i go przytulił.
-Myślałem, że im przejdzie.
-To ich pierwsza taka kłótnia. Może być ciężko.
-Obaj płakali.
-Taki charakter. Nie myśl lepiej o tym.
-Seungcheol on go zostawił w połowie drogi bez pieniędzy i kluczy.
-Rozpalmy ognisko dobra? - Seugcheol wygonił go po jedzenie gdy sam zajął się ogniem.
Po chwili przed nimi pojawił się Mingyu
-Wracam na chwilę do sklepu bo nie wzięliśmy wody - mruknął pod nosem.
-Okej.
-Chcecie coś?
-Nie. Wszystko mamy

Mingyu rozglądał się nerwowo na wszystkie strony. Był wściekły na siebie jak cholera. Jak mógł
go zostawić? Zbliżała się 4 godzina odkąd wygonił go z samochodu. DO tego debil nie odbierał, a
on szalał ze strachu.  Nawet nie pamiętał gdzie go zostawił. Gorzej. Wszystko wokół wyglądało
tak samo i było to pustkowie.
Najgorsze, że było ciemno.
Nie, nie miał problemu, że mało widzi.
Wonwoo bał się ciemności.
Co jak ktoś go porwał? Jakiś psychopata zgwałci?
-Kurwa Wonwoo odbierz - jęknął patrząc w wyświetlacz.
Zatrzymał się widząc siedzącego z boku na trawie blondyna. Wyskoczył z samochodu niemal potykając
się o nogi nie bawiąc się w gaszenie silnika.
-Wonwoo? - wspomniany obejrzał się do tyłu wlepiając w niego czerwone zapłakane oczy.
-Mingyu? - wyższy podbiegł do niego i zarzucił swoją bluze na ramiona starając się opanować nerwy
-Chodź do samochodu.
-Zostaw mnie.
-Przestań. To nie miejsce ani czas - warknął łapiąc go w talii. Pomógł mu wstać i zaprowadził do
samochodu. Zamknął za nim drzwi i usiadł na swoim miejscu.
-Rozłóż sobie siedzenie - rzucił
-Daj mi spokój - mruknął patrząc w szybe. Mingdy pochylił się nad nim i opuścił siedzenie.
-Chcesz coś do picia?
-Nie.
-Boli cię coś?
-Nie - powtórzył. Mingyu jednak nie ruszył wbijając w niego oczy.
-Przepraszam - powiedział głaszcząc go po ramieniu. Wonwoo spojrzał na niego
-Nie obejrzałeś się nawet raz. Gdy sobie odjechałeś.
-Wonwoo...
-Myślałem, że już po mnie nie wrócisz. Początkowo miałem nadzieje, że zaraz zawrócisz.
Ale ty tego nie zrobiłeś. A ja bałem się. Wiesz, że nienawidzę ciemności a ty sobie
zwlekałeś. Dobrze się bawiłeś wiedząc o tym?
-Byłem wściekły. I kłamałem. Byłem taki zły, że myślałem tylko o tym by cię zranić.
Wonwoo przepraszam.
-Wracajmy do domu - szepnął wycierając łzy. Mingyu chwilę obserwował go jak chowa nos
w jego bluzę i po prostu ruszył w stronę domu.

Gdy tylko przekroczyli próg domu Mingyu zatrzasnął drzwi i przygwoździł starszego do
ściany atakując pocałunkami.
-Zostaw mnie! - Mingyu miał ochotę się roześmiać słysząc dziecinny ton.
-Bij mnie, krzycz, wyzywaj. Nie mam zamiaru przestać rozumiesz? - warknął zadziornie.
Chwilę później siedział już na udach Wonwoo i ściągał z siebie koszulkę. Wonwoo mimo oporów
utkwił zaszklony wzrok w umięśnioną klatkę piersiową Mingyu. Młodszy chwycił go za dłoń
i nakierował na swoje ciało z uśmiechem obserwując jak ten zaczyna powoli błądzić po nim
coraz bardziej zamglonym wzrokiem.
-Jeśli jeszcze raz zwątpisz w moją wierność to przysięgam na brak dziewictwa Jihoon, że
przywiąże cię do tego łóżka - mruknął mu w szyje.
-... Nic nie zaszło?
-Skarbie ona jest lesbijką. Ja gejem. Dzieci by z tego nie było - uśmiechnął się rozpinając
spodnie.
-Mingyu...
-Dzieci nie ma dziś w domu. Masz krzyczeć ile sił w płucach - zamruczał
   Mingyu postanowił wynagrodzić wszystkie krzywdy
    A Wonwoo spełnił prośbe
   Serio
   Darł się jak zarzynana świnia.

Jihoon obudził się słysząc dziwne chichoty. Spojrzał na chłopaka obok marszcząc nos.
Powoli ubrał się i wyszedł na dwór. Widząc Meanie odetchnął. Usiadł przed ogniskiem
wbijając w nich badawcze spojrzenie.
-Wstało dziecko
-Chichracie się jak pojeby. Kiedy wróciliście?
-Co?
-Nie jestem głupi jak S.Coups. Wiem co robiliście całą noc i na pewno nie tu. Nie
próbujcie zaprzeczać Wonwoo ma za dobry humor musiałeś go dobrze prz...
-Oh dobra. Ja nie wypominam kto ochrzcił blat w kuchni - jeśli Wonwoo myślał, że go to
zawstydzi to był w błędzie. Jihoon nie miał zamiaru się wstydzić tak dobrego numeru.
No sorry ludzka rzecz.
-Nie kłóćcie się więcej. Pieprzcie wszędzie ale bez takich.
-Dobra idź budź tego pół mózga. Znając go to nie przepuścił okazji.
-Eh. Ciesz się, ze nie jestem kobietą. Ten rok jest dla niego produktywny.

Jihoon gładził nagie plecy chłopaka głośno oddychając.
-Woozi kocham cię~
-Ja ciebie też.Ale kiedy się tego nauczyłeś? - zapytał podejrzliwie.
-Dużo czytam - uśmiechnął się dumny z siebie
-Kamasutre? Wykuwasz na pamięć?
-Czerp korzyści i przyjemności z mojej wiedzy
-Nie zamierzam się sprzeciwiać - bo kto by miał.
Romantyczną chwilę przerwało im pukanie.
-Nie teraz!
-Seugcheol...
-Jezu Mingyu weź spierdalaj. Nie teraz!
-Tylko mówię, że przyjechała twoja matka.
-O kurwa

Woozi był pod wrażeniem tego jak szybko zdołał posprzątać pokój i się ubrać.
-Ok kochanie posłuchaj. Ta kobieta to demon. Lepiej udawajmy przed nią przyjaciół ok? - Woozi
serio miał ochotę roześmiać się widząc tą pseudo przerażoną/poważną minę.
Ale nie chciał wyjść na wrednego chłopaka.
Nawet jeśli już miał to miano.
-Dobrze spokojnie - uśmiechnął się kręcąc głową. Gdy weszli do salonu Woozi wzdrygnął się.
Nie sądził, że ta kobieta będzie demonem też z wyglądu. Choć bliżej jej było do kosmitki
od nadmiernych operacji. Ciekawa sprawa, że jeszcze jej nic nie pękło.
Już widział jej przerażenie gdy odpada jej policzek a Wonwoo bluźni ze szmatą w ręku
i sprząta po jej wpadce.
-Cześć mamo. Co cię sprowadza?
-Nie wolno mi odwiedzić własnego syna?
-No ale tak bez zapowiedzi?
-Słyszałam, że kogoś masz - o cholera. Woozi skrzyżował ręce na klatce piersiowej patrząc
jak jego chłopak zaczyna blednąć. No tłumacz się. Wysil mózg.
-Tttak?
-Mam dużo znajomych i to wszędzie. A wiesz jak szybko się plotki rozchodzą?
No to mów. Kim jest ta kobieta?
-Mamo ale... co? - hm. Czyżby Woozi o czymś nie wiedział? Nie przypominał sobie by
posiadał jajniki i te inne dziwne rzeczy.
-Nie zrozumiałeś?
-..Nie?
-Pytam kim jest ta kobieta.
-To serio plotki. Nie mam dziewczyny.
-W takim razie zostanę tu tak długo aż mi jej nie przedstawisz.
-CO?!
-To. Co to za dziecko? - zapytała wskazując Woozi. Nastolatek ugryzł się w język
czując nadchodzący potok słów pod jej adresem.
Bardzo niemiłych.
-TO nasz współlokator. Jihoon weź swoje rzeczy do mojego pokoju. Matka będzie spać
w twoim pokoju.
-Nie ma problemu - w sumie to i tak planowali zając jeden pokój.
Bo po co codziennie latać od jednego do drugiego łóżka?

Seugcheol był przerażony, a panikował gorzej niż siostra Jihoon gdy rodziła.
Woozi żył w przekonaniu, że gorzej się nie da ale chłopak go serio zaskakiwał.
-Co ja teraz zrobię?
-Poczekaj, a zrozumie.
-Nie Jihoon. Ona nie zrozumie. Zostanie tu do usranej śmierci.
-Aż tak źle?
-Będzie mnie śledzić, podsłuchiwać. O boże. Będę miał celibat i to przez nią 0 jęknął
przytulając się do różowowłosego.
-Wymyślimy coś

Jihoon wbił agresywnie widelec w mięso obmyślając plan mordestwa na tej wiedźmie. Przez
tą suke nie uprawiał seksu od miesiąca.
Nawet próba szybkiego numerku w łazience skończyła się waleniem w drzwi bo co oni tam robią
we dwoje.
A w nocy... w nocy przychodziła chyba z 50 razy! I pytała ich o samopoczucie.
No kurwa co to miało być.
Do tego nazywała go wstrętnym karłem bez manier, a szczerze nawet nie rozmawiał z nią!
-Jihoon dobrze się czujesz? - zapytał Joshua obserwując jak ten po raz kolejny wbija
widelec w mięso z ogromną morderczą pasją.
-Świetnie - uśmiechnął się krzywo czując, ze zaraz pójdzie sprawdzić sprawność łopaty.
Na jej twarzy.
O tak.
-Coś się stało?
-Zabije suke.
-... Kogo? Jaką suke?
-Matka Seungcheol wprowadziła się do nas.
-I? To chyba dobrze. Pozna cię i...
- Nie wie, że jej syn woli penisy.
-Ile już z wami siedzi? Zaraz jej się znudzi
-Ta wiedźma niszczy mi życie. Wiesz co to znaczy wymuszony celibat na miesąc?
Brak pożycia? Dla osoby młodej i z buzującymi hormonami? - chłopak skrzywił się
opierając brodę o rękę.
-Auć. Zacznij robić jej to co ona tobie. Wiem gdzie ją zakopać w ekstremalnych warunkach.
-To nie żart Josh. Ona serio musi zniknąć.
-Powiedz temu idiocie co myślisz.
-Obrazi się
-A chcesz to ciągnąć w nieskończoność i się męczyć?
-No spróbuje
-To dla dobra twojego pożycia

Jihoon po raz pierwszy od dawna nie cieszył się kontaktem fizycznym z chłopakiem.
Co prawda trzymali się tylko za rękę podczas iście romantycznego wypadu do sklepu ale to
lepsze niz nic.
No i w pobliżu nie było tej wrednej baby.
-Seungcheol?
-Hm?
-Długo to potrwa?
-Możliwe.
-I po prostu się z tym zgadzasz?
-O co ci chodzi?
-Mam dość. Ona jest wszędzie. Dokucza mi. Nachodzi nas.
-Jihoon.
-Do cholery wiesz jak ogromną mam chcice? Ile to potrwa? Półtora miesiąca? Seungcheol jeszcze
trochę i rzucę się pierwszego lepszego faceta żeby mnie przeleciał skoro ty jesteś
pizdą i nie możesz nic zrobić. Powiedz jej albo ja to zrobię. Chyba, że boisz się.
W takim razie zacznę rozglądać się za innym penisem - S.Coups wlepił w niego oczy
myśląc nad czymś intensywnie ( chyba pierwszy raz)
Westchnął ściskając mu dłoń
-Wyjdź za mnie - Woozi patrzył na niego gniewnie analizując słowa. Po chwili uniósł brwi
-Co? - Seungcheol uklęknął przed nim
-Wyjdź za mnie
-Nie rób z siebie idoty. Weź wstań. Popieprzyło cię Seung... - zamilkł patrząc na pierścionek.
Zakrył dłońmi twarz zaskoczony. Nic nie zapowiadało na chęć zmiany statusu ich związku co
go całkiem zbiło z tropu.
-Ja.. To takie nagłe.
-Jihoon no chcesz wyjść za mnie czy nie?
-Oczywiście, że tak idioto, a teraz weź wstań bo się rozmyśle - mruknął widząc, że zebrało
się kilku gapiów.
No tak. Seungcheol i jego dyskrecja.
Starszy wstał wsuwając mu pierścionek na palec i ucałował policzek.
-Zajme się matką. Nie dziś ale wytrzymaj jeszcze trochę.
-Dobra jakoś przeżyje
-Mamy 15 minut nim moja matka zacznie nas szukać, Chodź szybko po samochód.

Wonwoo nie lubił gdy ktoś psuł mu plany. A już na pewno nie nagłych spotkań. Jednak Woozi był
jego dzieckiem więc zaciskając zęby ubrał się stosownie i ruszył do domu Joshua.
Na jak to nazwał Woozi ,, Ważne spotkanie"
Na ulicy zamordował mentalnie 15 osób. Wyglądały w sumie jakby czuły jego chęci.
Na miejscu przestraszył swoją cudowną aurą właściciela. Zdjął buty i usiadł
naprzeciwko dziecka patrząc po pozostałych.
-Woozi wiesz, że jako matka kocham cię. Ale lepiej żeby to było coś ważnego.
-No to jak są już wszyscy. Chcę wam coś powiedzieć.
-Jesteś w ciąży?
-Nie
-Ćpasz?
-Nie
-Zabiłeś kogoś?
-Wonwoo..
-To co jest tak ważne, że przerwałeś mi randke życia?
-Otóż.. Bo Seungcheol... Oświadczył mi się.
-...Co?
-Serio?! - zapiszczał Wonwoo
-No tak.
-Ale jak?!
-... No kurwa uklęknął i poprosił.
-Dawaj pierścionek - jęknął blondyn klaszcząc jak mała dziewczynka. Woozi wyciągnął dłoń
z pierścionkiem ukazując gruby złoty sygnet z małymi diamentami ułożonymi w kwadrat.
Wonwoo zaczął podskakiwać w miejscu ze łzami w oczach.
-Jezus dziecko mi się będzie hajtać! A jeszcze niedawno rozmawialiśmy o twoim pierwszym
razie..
-Wonwoo zamknij się
-Ten jełop się postarał. Pierścionek to tani nie był. Mam nadzieję, że macie alkohol
to trzeba opić.
-Nie bez powodu się zebraliśmy przecież

Jihoon siedział przy stole pijąc herbatę. Wonwoo radośnie gwizdał szykując śniadanie.
-Rozmawiałem w nocy z Mingyu
-Oh doprawdy? Tylko rozmawiałeś?
-Chociaż udawaj niewinnego albo, że nie wiesz.
-No to o czym?
-Tak ogólnie. I ten. Jak się pobierzesz... TO zostaniecie z nami?
-Wonwoo idioto.
-No przywiązałem się!
-Jak na razie dobrze mi tu. I jemu też.
-I tak wspomniałem Mingyu, że ja nie lubię złota. I lubię diamenty. I gdyby to o mnie chodziło
to powinno być romantycznie. I wiesz co on zrobił?
-Zgaduje, że miał to w dupie.
-Otóż to. Usłyszałem tylko ,,Aha". Co za bałwan
-Ale jest przystojny
-No tak.
-I dobry w łóżku
-To też. Do tej pory drażni mnie, że powiedziałem o tych 15 sekundach
-Oho. Czuje, że udowadnia ci, że się mylisz.
-Aż za bardzo - uśmiechnął się pod nosem. Umilkł widząc, że do kuchni wchodzi pani Kim.
Prychnął teatralnie i uśmiechnął się w ten wredny sposób.
-Nikt nie nauczył cię manier? Nie gwizda się w pomieszczeniach. Och co za brak klasy.
-Cóż. Widzę, że dziś długo spędziłaś czas przed lustrem. Hm. Czyżby zlot czarownic? -
zapytał ze stoickim spokojem. Kobieta spiorunowała go wzrokiem
-Jak mniemam czujesz zazdrość ponieważ z twoją twarzą nic się nie da zrobić.
-Spokojnie. Lubie ją. I nawet poderwałem na to ,,Coś" miłość życia - sarknął wskazując twarz
-Ślepa? Biedna dziewczyna. A nie. Ty wolisz chłopców. Współczuje. Musiałeś mieć smutne
dzieciństwo.
-A widzisz było wspaniałe
-Dobrze, że moje dziecko jest normalne
-No powiem ci żebyś nie szalała z tą pewnością stara pudernico. Mam go na oku - kobieta
chwyciła się za serce
-Nawet nie próbuj psuć mi syna paskudny leszczu.
-Co to za nowa metoda okazywania miłości - Mingyu ziewnął podchodząc do lodówki.
Wonwoo chwycił go za biodra i pocałował w policzek.
-Wiedźma nie pozwala nam wziąć S.Coups do trójkąta.
-Wiedźma jak wiedźma co na to jego narzeczony? - zapytał patrząc na czerwoną ze złości kobietę
-Żartujcie sobie dalej smarkacze. Pokładałam nadzieję w Mingyu, a on też odmieniec. Hej karle
zrób mi herbatę - wspomniany nastolatek uśmiechnął się wrednie i wstał łapiąc ją za dłoń.
Jak się bawić to się bawić prawda?
Trzy
Dwa
Jeden
Wybacz Seungcheol
-Mów mi synu teściowo - powiedział z uroczym uśmiechem pokazując pierścionek

Wonwoo leżał na podłodze wciąż się śmiejąc z reakcji kobiety. Pani Kim zaczęła im wykrzykiwać,
że powinni się leczyć, są burakami i niech się do niej  nie zbliżają. Chyba pierwszy raz
ktoś wyprowadził ją z równowagi. Lepiej. Zamknęła się w pokoju krzycząc, że są
niesmaczni, a te żarty są beznadziejne.
-Jihoon co chcesz za to?
-Wiesz. Pozbyłem się jej na przynajmniej tydzień.
-Nie cieszcie się. Zaraz wróci jej synalek. Wiecie co to będzie? - Wonwoo skrzywił się na samą
 myśl słysząc jej skargi i przeprosiny blondyna za ich zachowanie.
-Seungcheol nigdy jej nie powie prawda? - zapytał nagle nastolatek. Mingyu pogłaskał
go po głowie
-W końcu to zrobi. On też ma limit
-Już widzę jak będziemy robić wesele, a on będzie kazał być ciszej wszystkim bo mama dzwoni.
-Mieszkamy w Korei gdzie związki homoseksualne są zabronione. Gdzie ty chcesz się pobrać?
Ups?
-Mingyu kurwa zniszczyłeś nam marzenia. Jesteś beznadziejny. Do tego wciąż czekam na
 pierścionek. Opisałem ci wszystko żebyś nie musiał myśleć bo trudno z tym u ciebie,
a ty to olałeś.
-Gdy próbowałem zorganizować romantyczny wypad to robiłeś szopki że cię zdradzam albo
coś ukrywam i się obraziłeś. Jak mam ci się kurwa oświadczyć w takich warunkach?
-Och?
-No kurwa och. Próbuje od 3 miesięcy. Ale jesteś debilem więc nie będzie romantycznie i nagle.
Pierścionek leży w szufladzie z książkami. Weź go i się odpieprz.
-... Nie mogłeś po prostu dodać weź go i przyjmij oświadczyny?
-weź ten pierścionek i wyjdź za mnie. A teraz przestań o tym gadać bo nigdy więcej nie
będę próbował oświadczyć
-Jihoon słyszysz? Pobieram się!
-... Taaa. Już widzę te walkę o każdy szczegół.
-Dojdziemy do porozumienia.
-Jak wtedy gdy Won chciał kota,a ty psa i potem nie odzywaliście się miesiąc?
-Ok nie ważne. Było minęło dobra?
-Wróciłem!
-Ooo. Idę po popcorn

Kobieta siedziała nerwowo stukając paznokciami w kubek.
-Są niewychowani. Aroganccy. Wredni. Chamscy. Po prostu pospulstwo.
-To, że są innej orientacji nic nie znaczy.
-Już zaczynają wyżerać ci mózg. Co to w ogóle za żarciki? Trójkąt? Zaręczyny?
-Właśnie Seungcheol. Jakie zaręczyny - wtrącił wredny mały skrzak patrząc
tym lodowatym spojrzeniem w jego oczy.
S.Coups czuł się jakby zbrakło mu papieru i był sam w domu.
Oboże co za gówniana sprawa.
-O siwonie. Teraz będzie ten słynny moment z wybieraniem.
-Powinieneś wrócić do domu.
-Tu mi dobrze.
-Nie musiałbyś pracować.
-Lubie pracować.
-Seungcheol ci ludzie nie są odpowiedni dla ciebie. Są nienormalni! Nawet ten dzieciak!
Kazał mi mówić do siebie synu! - Seungcheol miał nadzieje, że dojdzie do tego później.
Westchnął szykując jakieś stosowne zdanie w głowie dla matki.
Szkoda że szło mu to opornie i wręcz rwała mu się wiązanka. I to nie pogrzebowa.
Choć takową miał ochotę jej wręczyć w gratisie.
-Nie powinieneś tu zostać ani minuty dłużej.
-Przestań mi dyktować co mam robić.
-Co?! - Woozi wyszczerzył się czekając na wojnę.
-No.  Seungcheol się stawia. Idę po popcorn - zaświergotał radośnie Wonwoo znikając w
kuchni.
-To. Jestem dorosły. Wiem co chcę i co mogę. Nie mam 15 lat. Nie biorę od ciebie pieniędzy.
Więc łaskawie daj mi żyć tak jak chcę.
-Może już ci weszła ich choroba?
-Chciałem to zrobić delikatnie ale niestety nie mogę
Przepraszam mamo



Ale zbieraj manatki do kurwy nędzy i wypierdalaj do swojego domu ponieważ ja i mój
narzeczony chcemy się pieprzyć. Tak ten oto skrzacik to mój chłopak bardzo się kochamy.
Planujemy ślub. Nawiązując do poprzedniego tematu wypierdalaj bo chce się z nim pieprzyć
teraz w tej chwili! Jihoon do pokoju! Już rozbieraj się!


-Wiedziałem, ze ten popcorn się przyda - parsknął Wonwoo patrząc na odjeżdżające
z piskiem opon auto.
-Kochanie chodźmy do kina.
-Co cię wzięło na romantyczność. Nie pożyczę ci pieniędzy
-Wprawiam nas w nastrój ćwoku.


SugaMon I Believe (+przeprosiny)

Na starcie chcę przeprosić za dłuższą nieobecność.
Nie miałam komputera ani internetu. Z telefonu nie szło dodawać notek mimo prób (Za każdym razem ucinało 3/4 ff które chciałam dodać)
Nie próżnowałam przez ten czas, cały czas pisałam z nadzieją, że uda się mi się nabyć komputer
I oto jestem!
Teraz mogę dodawać to co napisałam w ciągu mojego okresu nieobecności!
Nie wiem czy jeszcze ktoś tu zagląda, ani czy moje nowe ff są lepsze, jednak nadal chcę dzielić się moją twórczością z nadzieją, że znajdzie się ktoś komu będzie się podobać.
Także przepraszam za błędy ale z ekscytacji mogłam ich narobić dużo.
Nie przedłużając zapraszam!


Pairing:  Namjoon x Yoongi
Fandom: BTS
Ostrzeżenia: Przekleństwa, sceny erotyczne, problem psychiczny bohaterów.
Poboczne: YoonSeok, NamJin, JiKook



Yoongi zmarszczył brwi słysząc głośny krzyk nad głową. Była pierdolona 2 w nocy, więc kto normalny
drze morde w takich godzinach? Nie kto inny jak Hoseok w własnej osobie.
Gdyby nie ten siwy niedołęga pewnie by spał sobie smacznie w łóżku zamiast siedzieć wśród
znajomych na domówce Jimina.
Ale nie. Jego(samozwańczy) najlepszy przyjaciel prosił go przez trzy dni by z nim poszedł
bo przecież będzie fajnie.
   ,,Będą laseczki, chłopczyki, alkohol, muzyka!''
Taaa. Czemu żaden argument nie przemawiał do niego?
Bo Yoongi był aspołeczny, a Namjoon o tym zapomniał. Nie cierpiał głośnej muzyki, ludzi i upijać się wśród ludzi
 których nie zna. Tylko ten siwy skurwysyn był tak przekonujący gdy nieudolnie próbował w aegyo, że
wolał się zgodzić niż to oglądać.
Yoongi lubił w myślach nazywać go paskudnym szkodnikiem.
Nie bez powodu.
Jego przyjaciel był urodzonym mistrzem samodestrukcji, psucia i wkurwiania.
Gorsze było chyba tylko to, że przejawiał wszystkie te wady w obecności różowowłosego.
Jeszcze gorsze, że znał go od piaskownicy i wiele razy płakał przez tego idiote który niechcący
psół mu wszystko czego dotknął.
Dostał nowe klocki? Namjoon je połamał.
Mama kupiła wreszcie rowerek? Namjoon popsuł.
Dostał samolot na pilota? Namjoon wleciał nim do stawu.
Miał pierwszy raz pić alkohol? Namjoon rozbił butelke.
Yoongi wiele razy był pytany czemu jeszcze pozwala mu się z sobą przyjaźnić, przecież
zmarnował tyle czasu i tyle rzeczy przez tego idiote.
Ale to był Namjoon.
Jego przyjaciel, który widział go w najgorszym stanie, gdy było mu źle nigdy nie pytał tylko czekał
cierpliwie aż sam się otworzy, gdy prawie oblał egzamin dał mu ściągać, wiedział o nim wszystko, a
mimo to dalej cieszył się jego towarzystwem.
Kolejny krzyk sprawił, że powrócił myślami na ziemie otwierając jedno oko i warknął pod nosem.
-Weź się kurwa wreszcie zamknij - Hoseok ani myślał go słuchać, dalej wykrzykując słowa jakieś
miłosnej ballady w strone Jina. Jęknął spoglądając w bok na siwego przyjaciela.
-Od 15 minut szczerzyłeś się do siebie jak pojeb - rzucił na starcie Mon popijając piwo.
-Przypomniało mi się, że kiedyś cię nie znałem i przez chwilę cieszyłem się tym
-Chuj z ciebie. Wiem, że mnie kochasz.
-Kurwa bardziej niż SNSD. Będę zawijał.
-Już? Jest fajnie.
-Tobie jest fajnie. Ja chcę spać.
-Poczekaj też idę - powiedział ruszając po kurtke. Suga uśmiechnął się zapinając bluze i ruszył do drzwi.
Nie żegnając się zbiegł po schodach i ruszył przed siebie powolnym krokiem. Parę sekund później Rap
Monster dorównał mu kroku chwytając  pod ramie.
-Dzisiaj nocujemy u mnie czy u ciebie?
-Dlaczego miałbym chcieć z tobą nocować? Jestem zmęczony, a ty chrapiesz.
-Bo popsuł mi się zamek w łazience i chciałbym cię prosić o przysługe.
-Wiedziałem, że jest jakiś haczyk.
-Zaraz tam haczyk. Mam pizze. Nakarmie w zapłatę.
-Jutro ci go naprawie. Rozstałeś się z Jinem? - siwy zrobił skwaszoną mine patrząc przed siebie.
-Aż tak widać?
-Gapił się na ciebie jak lew na mięso.
-Mieliśmy inne poglądy. On preferował romantyzm. Ja natomiast zwykły związek.
Wiesz, że nie potrafie być uczuciowy.
-Cóż, zgodze się w stu procentach.
-Jesteś moim przyjacielem czy nie? Czemu nie powiesz, że jestem zajebisty czy coś.
-Bo jesteś idiotą? - wzruszył ramionami patrząc w oświetloną uliczke. Wokół była istna cisza,
nikt się nie kręcił, zero samochodów. Czyli to co Yoongi lubił najbardziej.
-No a może mi jest przykro? W końcu rozstałem się z chłopakiem?
-Taa. Żebyś ty go chociaż kochał.
-Nie wierze w miłość.
-Po prostu tego jeszcze nie poczułeś.
-Nie. Po prostu nie ma tego
I na tym zakończyła się ich rozmowa

Suga rzucił się na łóżko jęcząc w pościel.
-Ja pierdole. Namjoon jak mozna być takim idiotą.
-No zdarza się! Nie czepiaj się!
-Rozwaliłeś laptopa, zamek, pralke i mikrofale w dwa dni. Rekord nabijasz sobie czy coś?
-No to przez przypadek!
-No ale to ja to potem naprawiam. Wiesz jaki masz u mnie wyjebany dług?
-Suga, mój ty szpetny, cierpiący na brak oczu i mały przyjacielu.
-To, że jestem zmęczony nie oznacza, że nie dam ci w ryj więc dobieraj słownictwo - warknął siadając.
Nie było go u Namjoona dwa dni. Tylko dwa. A on rozjebał tyle rzeczy...
I kurwa zadzwonił do niego o 6 rano, żeby mu pomógł naprawić!
-Yoongi masz za dobre serce - pomyślał chwytając szklanke.
-Stawiasz mi za to obiad.
-Co byś chciał zjeść?
-Coś ty taki rozrzutny?
-Nie czepiaj się tylko wybieraj.
-Kurczaka z pizzą mój wybawco~ - za to jedzenie może mu trochę wybaczyć przerwanie snu.
Ale tak tylko trochę. Gdy Kim zamawiał im jedzenie, Yoongi podszedł do biurka przeglądając
zapisane kartki. Zatrzymał się na jednej czytając tekst z zaskoczeniem na twarzy.
-Namjoon? - zapytał bardziej sam siebie niż przyjaciela analizując słowa.
Czy ten gnojek...
-Namjoon?! - powtórzył obracając się do chłopaka z papierem w ręku. Ten wbił w niego
rozkojarzone spojrzenie.
-Co?
-Kiedy to napisałeś? O czym to?
-To... - poczerwieniał nagle rzucając się na niego. Obaj upadli na podłoge siłując się między sobą.
-Jak to szło? Miłość nie istnieje?
-Oddawaj to krasnalu!
-Chyba kpisz! To pierwszy tekst jaki napisałeś o miłości! Chcę kopie i w ramke oprawić! - wytknął mu język
próbując schować kartke pod koszulke.
-ODDAWAJ! - wrzasnął Namjoon kopiąc go po łydkach podczas gdy Suga śmiejąc się złowieszczo gryzł go
po rękach.
-NIGDY W ŻYCIU! POKAŻE WSZYSTKIM!
-NAMJOON CO TAM SIĘ DZIEJE?!! - oboje zamarli słysząc głos pani Kim.
-Nic mamo. Wygłupiamy się! - zawołał Nam szybko odbierając kartke.
Usiadł przy biurku i schował ją wśród reszty kartek przepełnionych tekstami.
-No gadaj. Kto obudził w tobie ,,miłość''? - ostatnie słowo chamsko zaakcentował skacząc wokół niego
jak pierdolnięta chińska rusałka. Nam zaczął palcami rozmasowywać skronie próbując uspokoić nerwy.
-Nikt.
-No pochwal się.
-Powiedziałem Ci. Nikt. Po prostu przyszło samo z siebie jakbym to znał.
-Ale z ciebie łajza. I tak to mi powiesz prędzej czy później - wyszczerzył się uwieszając mu na ramieniu.
Monster zmierzył go agresywnym wzrokiem by za chwilę opleść mu ramieniem szyje.
Uśmiechnął się w ten swój głupi sposób i wcisnął swoją brudną łape w różowe włosy przyjaciela
niszcząc mu fryzure.
-No ty kurwiu!
-Ja ciebie też Suga.

Suga siedział w tej swojej kurewsko niebezpiecznej pozycji i oceniał chamskim wzrokiem osobnika
siedzącego po drugiej stronie stolika podczas gdy tamten wyglądał jak zapędzona w róg ofiara rzucająca
mu co chwile skruszone spojrzenie.
-No nie mam czasu. Streszczaj się i żeby było to dość dobre bo kurwa sobie pójdę. Masz 3 minuty by mnie
przekonać, że warto ci wybaczyć - prychnął krzyżując ręce na klatce piersiowej.
Rzadko bywał wkurwiony. A jeśli bywał to nie przez nikogo innego jak Mona który zawsze musiał mu podpaść.
Tym razem jego zdenerwowanie wzrosło i to do maksimum.
Namjoon go totalnie olał. Przez pierdolone 2 miesiące ani razu nie powiedział mu nawet cześć.
Czemu? Bo jego nowa laska nie lubiła go więc i Nam miał zakaz zbliżania się do niego.
Był totalnie rozczarowany. Obiecywali sobie, że nie ważne co się stanie zawsze będą razem a
teraz tak po prostu poróżniła ich jakaś cycata szmata.
-Ja myślę... Po prostu... Przepraszam.
-To wszystko?
-Nie. Yoongi. Miałeś racje.
-No mów dalej.
-Ja... Wierze, w miłość.
-Coś nowego. Dalej?
-Przez chwilę czułem to coś przy niej. Myślałem ,że to coś więcej. Ale potem zdałem sobie sprawe, że to nie miłość. W końcu
nie powinno się decydować o życiu drugiej osoby. Ciągle mi mówiła co mam robić. Jak się zachowywać, co
jej się nie podoba. Więc ją rzuciłem. Ale teraz trochę mi z tym źle. To dziwne, że za nią tęsknie?
-Za miesiąc o niej zapomnisz. Gwarantuje ci to.
-To nie jesteś na mnie zły?
-Jestem kurwesko chętny wsadzić ci ten widelec w dupe, ale jesteś moim przyjacielem więc ten jeden raz
przymknę na to oko. Olejesz mnie jeszcze raz to będziesz musiał sobie znaleźć nowego ziomka -
Namjoon wstał od stołu i rzucił się przyjacielowi na szyje z szerokim bananem na twarzy.
-Kurwa dusisz mnie kaleko. Puść. Nie rób wiochy.
-O jezu Suga kocham cię! Jesteś najlepszym przyjacielem na świecie!
-Twoim jedynym idioto!

Namjoon zaczął mocno uderzać długopisem o biurko wiercąc dziury w brzuchu różowowłosego.
Od dłuższego czasu ten gnojek cały czas siedział przy telefonie, uśmiechał się do ekranu,
wychodził sobie bez niego i jeszcze odmawiał spotkań bo jest ,,zajęty''.
No kurwa ile można. Co było tak ważnego, że przestał się dla niego liczyć?
Jego poziom irytacji wzrósł gdy Suga zaczął sobie chichotać do telefonu.
-Możesz mi powiedzieć z czego tak rżysz?
-Nic takiego.
-No najwyraźniej coś. Powiesz mi w końcu? I odłóż ten telefon. Spędzasz ze mną chociaż ten jeden dzień
w tygodniu więc na chwile możesz odpuścić.
-Dobra Mon. Powiem Ci - westchnął siadając na krańcu łóżka zaciskając w piąstkach granatowy koc.
-Więc? Co to jest?
-Pamiętasz Hoseoka?
-Tego idiote?
-Namjoon zamknij się. Ten rudy z imprezy u Jimina.
-No. Pamiętam, że podrywał Jina.
-No właśnie ten. Kiedy ty sobie olałeś mnie dla Haerin on zaczął się ze mną częściej spotykać.
-I teraz robi ci za drugiego kumpla?
-Nie. Jest moim chłopakiem - Namjoon wybuchł nagle śmiechem wprowadzając tym Yoongi w irytacje.
-Z czego się śmiejesz idioto.
-Ty?! Z nim?!
-Jak ci nie pasuje to się nie odzywaj. Jest przystojny, miły, sympatyczny, mądry i przynajmniej nic nie psuje.
-Ale ty tak serio?
-Nie kurwa na niby. Tak. Na serio. Jesteśmy od miesiąca parą.
-To gratuluje. Nie spodziewałbym się - powiedział czując nieprzyjemny skurcz gdzieś w klatce piersiowej.
-Spokojnie nie oleję cię. Jestem prawdziwym przyjacielem.
-Musisz mi to wypominać? - zapytał odwracając wzrok.
-Yup. Sprawia mi to przyjemność
-Tak czy siak, w moim towarzystwie nie pisz z nim.
-Jest o ciebie zazdrosny. Będzie mi robić spam.
-Gdzie on tu widzi powód do zazdrości? - Yoongi patrząc w ekran telefonu zawiesił się na chwile widząc
obrazy z przeszłości przed oczami.
Zablokował go i odłożył gdzieś na bok uśmiechając się.
-Nie mam zielonego pojęcia. Co porobimy?

Suga leżał nieruchomo wpatrując się w pusty punkt przed sobą.
Czuł się paskudnie, że wykorzystywał tego rudego chłopaka.
Szczerze wkurwiał go całą osobą, nawet w łóżku nie był tak dobry jak...
Wstał szybko łapiąc porozrzucane po sobie ubrania. Potrzebował powietrza.
 Hoseok usiadł śledząc go wzrokiem.
-Co ty robisz?
-Ubieram się.
-Wychodzisz? Myślałem...
-Źle myślałeś.
-... O co ci chodzi?
-O nic. Po prostu nie chce się bawić w udawanie, że mi na tobie zależy. Bo nie zależy.
Jesteś dobrym kumplem i niech tak zostanie.
-Nadal wierzysz, że on wróci?
-Zamknij się.
-Tyle czasu minęło. A on ani razu nawet przez chwilę o tobie nie pomyślał. Przestań
się oszukiwać.
-Wychodzę.
-Powiedz mu. Powiedz mu całą prawdę.
-Niech sam sobie do niej dojdzie - mruknął trzaskając drzwiami.
Przebiegł kawałek ulicy starając się opanować emocje, które zaczęły w nim narastać z każdą chwilą.
Starał się je zakopać, zniszczyć, wyrzucić. A one wracały jak bumerang.
Usiadł gdzieś na chodniku pozwalając łzą wyznaczyć kierunek trasy po policzkach.
Po raz pierwszy w życiu słyszał swój zrozpaczony krzyk przerywany łapaniem powietrza.
Wykręcił numer do przyjaciela przez chwilę patrząc oczami pełnymi łez na jego nazwe.
-.. Haalooo? Wiesz, która godzina?
-Namjoon...
-Co się stało? Suga czemu płaczesz? Gdzie jesteś?
-Namjoon powiedz mi...
-Co ci powiedzieć?
-Skąd mam bliznę na biodrze?
-Blizne na biodrze?
-Mówiłeś, że wygląda jak motyl... - zapłakał przywołując wspomnienia.
-Eh. Ile wypiłeś?
-Dobranoc Monnie - szepnął czując narastające gorąco w oczach i rozłączył się.
Dlaczego każda droga którą obrał musiała być zakończona porażką?

Namjoon nie wiedział co ze sobą począć. Ten mały skurwiel nie odbierał od niego, nie otwierał mu
drzwi i kompletnie do nikogo się nie odzywał.
Stał trzy godziny pod drzwiami tego debila waląc w nie jednak na darmo.
Zaczynał się o niego cholernie martwić.
-Wiem, że tam jesteś gnojku. Zaraz rozwale te drzwi i sobie tam wejde rozumiesz?
Nie wiem co ci sie stało ale masz w tej chwili wyjść i powiedzieć o co chodzi! - wrzasnął uderzając w nie pięścią.
Czuł dreszcze na ciele, czuł strach i nerwy które go pożerały od środka, a wszystko przez niego!
Przez chwilę nawet zastanawiał się czemu tak reaguje, jednak myśl, że mogło mu się coś stać
odciągnęła go od tego jeszcze bardziej stresując. Kurwa miał ochotę płakać.
Zastygł w bezruchu gdy drzwi się uchyliły a z za nich wyłoniła się zaspana twarz kurdupla.
-Namjoon? - zapytał nieco zaskoczony. Rap Monster gwałtownie rzucił się na niego mocno zagarniając
w swoje ramiona.
-O boże Suga prawie na zawał  zszedłem przez ciebie! Najpierw ten dziwny telefon, a teraz nie odbierałeś ani nic.
Już chciałem ci robić włam do mieszkania! - Suga zaśmiał się słysząc pretensjonalny ton
-Spałem idioto. Odsuń się - mruknął marszcząc brwi. Rap Monster uśmiechając się cmoknął go w policzek nadal
mocno ściskając. Yoongi przez chwilę zrobił dziwną minę by zaraz zaprosić go do środka.
Przygotował tosty i usiadł na kanapie rozwalając się.
-Więc? Powiesz co się wczoraj stało?
-Zerwałem z Hoseokiem. Byłem zdruzgotany.
-Zranił cię?
-Nie. Sam siebie zraniłem. To długa historia.
-Więc opowiedz mi o niej. Zawsze tego unikasz. Czemu nigdy mi nie opowiedziałeś ,,tej'' historii
której tak się boisz? - Suga milczał patrząc smutnym wzrokiem w ciemny ekran telewizora.
-Cóż. Jest to... Dosyć dziwna historia. Mogę przedstawić ci to... w formie bajki?
-Opowiedz mi wreszcie no. Będzie ci lżej - Yoongi wahał się. Bardzo długo starał się ukrywać historie
jego życia tak by nie mógł się o niej dowiedzieć . Może tak miało być? Może to znak, że najwyższy czas stawić
czoło problemowi?
-Kiedyś żyło sobie dwóch przyjaciół. Różowy i biały.
Razem czuli się szczęśliwi, lubili swoje towarzystwo, niczego więcej nie potrzebowali, zaczęli odczuwać
nawet coś silniejszego. Biały nie rozumiejąc w czym tkwi sens uczucia zaczął zasypywać pytaniami
różowego. By zrozumieć to bardziej postanowił wyznać uczucia różowemu. Różowy również darzył
go tym samym uczuciem więc zgodził się od razu. Oboje żyli w szczęśliwym związku, wszystko im
się układało, nawet razem wyprowadzili się do stolicy by mieszkać ze sobą. Spędzali wspólne
gorące noce w łóżku, rano razem budzili się, razem robili śniadania. Po roku los postanowił jednak
to wszystko zniszczyć. Biały planował oświadczyć się różowemu, więc jak ostatni idiota zamiast
uważać na otoczenie, pędził na umówione spotkanie.
Niestety nie dotarł.
Biały zostawił różowego i nigdy nie wrócił. Zapomniał o nim i nawet nie próbował pamiętać - zakończył
delikatnie uśmiechając się.
-Zaraz. Skoro.. chciał się oświadczyć. To znaczy, że raczej mu zależało. Czemu więc zapomniał?
-Coś go do tego zmusiło. A różowy postanowił nie wtrącać się wierząc, że jeśli biały naprawdę go kocha...
przypomni sobie i wróci.
-Popieprzona ta historia.
-Też tak uważam.
-Różowy powinien go złapać i sprawić by pamiętał.
-Różowy sprawdzał czy pamięta.
-I co? - Suga uśmiechął się czując napływające łzy do oczu. Namjoon błyskawicznie usiadł obok i
wtulił go w siebie starając się pocieszyć przyjaciela.
-I cholera nie pamięta nic.

Yoongi nie wytrzymując odwrócił się do blondyna z soczystym rumieńcem na twarzy
-Możesz do cholery przestać się tak gapić? - zapytał zaciskając szczęke. Namjoon wywrócił oczami.
-Nie przywykłem do czarnego u ciebie.
-To przywyknij.
-Całkiem seksownie.
-Zachowaj to dla siebie zboczeńcu
-Ej serio. Za chwilę zacznę być zazdrosny o kolesi których chcesz poderwać.
-Może mam poderwać ciebie?
-Jestem już poderwany przez ciebie.
-Świetnie. Idziemy czy nie? - Namjoon od dobrej godziny zamiast ruszyć dupsko na impreze na którą
sam go namówił do zrobienia, gapił się na niego jak ciele w malowane wrota.
No kurwa przefarbował tylko włosy. No może jebnął delikatny makeup.
Może założył zbyt obcisłe skórzane spodnie.
Może szara koszulka odsłaniała obojczyki.
Ale to tylko na impreze. Czasami może się odstawić prawda?
Musiał przyznać, że nie tylko on wyglądał dobrze. Namjoon miał te cholerne czarne poprzecierane jeansy
które tak u niego lubił, białą koszulke i czarną bluze.
Niby nic ale kurwa wyglądał jak milion dolców.
-Więc dzisiaj balujemy do rana?
-Yoongi mam prośbe.
-Slucham ja ciebie.
-Jeśli Jin będzie się podwalać... możemy udawać że jestesmy razem? - Yoongi zmrużył oczy chwilę
się zastanawiając. Zaraz zmarszczył nos i spojrzał na niego.
-Zgoda jeśli zastosujemy to na Hoseoka.
-Nie ma sprawy! - wyszczerzył się.

Yoongi gdy tylko wszedł do środka od razu przypomniał sobie czemu nienawidzi imprez widząc
tych wszystkich ludzi. Niewiele myśląc pochwycił puszke piwa modląc się by znaleźć jakieś
spokojniejsze miejsce.
Namjoon za to od razu wpadł na znajomych witając się z każdym, zamieniając pare zdań i
szedł dalej popiając alkohol.
Jungkook podbiegł do ciemnowłosego z szerokim uśmiechem rzucając mu się na szyje.
-Dzięki, że pozwoliłeś zrobić impreze u ciebie. Tylko czemu nie było cię od początku.
-Poszedłem po tego idiote - mruknął wskazując blondyna na parkiecie. Kook skrzywił się
widząc jego nieudolny taniec.
-Czy on nie wie, że się kompromituje?
-Nie. Uważa, że jest zajebisty.
-Czeeeść - Yoongi wymusił uśmiech widząc Jimina na ramieniu Kooka.
-Wy już razem czy jeszcze faza ,, no coś ty! To wcale nie tak!'' ? - zapytał patrząc prosto w oczy
czerwonego Jimina.
-Ale.. No...
-Świetnie. Mam nadzieje, że Kook tak ci przeprawi dupsko, że nie usiądziesz przez tydzień
za bycie chujem - uśmiechnął się. Jungkook odwzajemnił uśmiech.
-Spokojnie już się tym zająłem. Tylko zbyt szybko dochodzi.
-JUNGKOOK! Nie mów mu takich rzeczy.
-Chimchiiim. Chciałbyś jechać do domuu? - zapytał ciągnąc go do drzwi. Suga
wywrócił oczami. Przynajmniej nie będzie musiał słuchać ich pieprzenia.
Dosłownie.
Dopił trzecie piwo nim przed nim pojawił się Hoseok. Skrzywił twarz zakrywając usta dłonią.
-Ja pierdole. Tego mi brakowało.
-Też się ciesze, że cię widze.
-Coś chciałeś?
-Ja... Yoongi minęło trochę czasu odkąd mnie chamsko rzuciłeś. Nie przemyślałeś tego?
-No przemyślałem.
-I?
-I uważam, że to była zajebista decyzja.
-Yoongi dlaczego taki jes..teś? - urwał słysząc jak ten kicha po każdym jego słowie.
-Ja naprawdę.. Kocham... Boże Yoongi co ci jest?
-Mi? Nic. Tylko jestem uczulony na twoje pierdolenie - wyszerzył się. Hoseok otworzył szeroko
oczy niedowierzając.
-Wybacz ale... mój chłopak na mnie czeka. KOCHANIE~ - zawołał widząc jak tamten idiota próbuje
pozbyć się Seokjina. Prawie wybuchł śmiechem gdy Namjoon biegł w jego strone.
-Oboże skarbie zniknąłeś mi na chwile z oczu i już podrywasz innych?
-To oni mnie podrywają. Nie mogą mi się oprzeć.
-Śmiem wątpić - parsknął Suga wtulając się w niego. Kurwa kto by na to poleciał.
Ni to piękne. Ni to mądre. Ale za to jakie narcystyczne ew.
-Wy.. Jesteście razem? - zapytał Jin zaskoczony. Suga spojrzał na niego z uśmiechem.
-Coś w tym dziwnego?
-Nie... Nie podejrzewałem
-Miłość nie wybiera. Sam siebie nie podejrzewałem - westchnął Namjoon. Suga utkwił w
nim badawczy wzrok. Kurwa. Ile razy będzie musiał to słyszeć?
-No to szczęścia - rzucił szybko odchodząc. Hoseok dalej stał w kącie patrząc na nich
niedowierzająco.
-Yoongi twój adorator ciągle nas napastuje oczami.
-Obmacaj mnie czy coś. Zaraz mu się... - urwał gdy Nam nagle go pocałował.
Dobra tego się nie spodziewał. Nogi zaczęły mu kurwa mięknąć.
Stał jak słup gdy Namjoon tak po prostu sobie go całował głaszcząc
kciukami biodra.
Przez chwilę pojawiło mu się światełko nadziei w głowie by zaraz zniknąć gdy Nam zaczął
językiem trącać mu wargi.
Powoli uchylił usta odwzajemniając pocałunek.
Musiał przyznać, że Namjoon mimo tego że był idiotą i nic nie potrafił to...
Całował jak nikt inny.
Zarzucił mu ręce na szyje przyciągając bliżej siebie gdy Nam przesunął dłonie na jego tyłek.
Zrobiło mu się potwornie duszno, w głowie miał karuzele, jego brzuch wypełniał się milionem
motyli,a on sam prawie płakał. Odsunął się łapiąc łapczywie tlen. Namjoon nie odsunął się.
Czuł jakąś chorą potrzebe bliskości Yoongi. Kurwa rozpaczliwie kurwesko potrzebował
go tylko dla siebie i nawet nie potrafił określić czemu.
-Chodźmy do mojego pokoju - wychrypiał Yoongi. Namjoon nie kazał sobie powtarzać.
Przedarli się przez imprezujące towarzystwo nie potrafiąc utrzymać rąk przy sobie prosto do pokoju niższego.
Zanim dotarł do łóżka, zdążył zrzucić z siebie koszulke podczas gdy Namjoon zamknął
drzwi na zamek. Rozpiął sprawie spodnie i skopał je nachylając się nad Yoongim.
Milcząc zaczął muskać ustami bladą szczęke i szyje słuchając cichych westchnień.
W głowie przejawiały mu się dziwne obrazy których nie potrafił określić.
-Yoongi rzuciłeś na mnie urok?
-Dlaczego miałbym? - zachichotał oplatając udami biodra starszego.
-Bo tak cholernie mi ciebie brakuje mimo, że mam cię obok - jęknął gdy młodszy zaczął ocierać
się o jego krocze.
-Bo wreszcie znowu mnie masz - szepnął całując go. Namjoon nawet nie zastnawiał się nad
sensem wypowiedzi ani tym skąd ten kurdupel wiedział gdzie są jego słabe punkty.
Łapczywie kradł pocałunki czarnowłosemu jakby bał się, że więcej ich nie dostanie.
Dotykał go wszędzie jakby chciał upewnić się, że to naprawdę Yoongi leży tu z nim.
Czule głaskał i obcałowywał podczas wkradania się w jego ciało.
Gdy wsunął się do końca nie mógł oderwać wzroku od widoku pod sobą.
Blada skóra młodszego tak pięknie wyglądała, gdy mieniły się na niej krople potu.
Roztrzepane włosy i uchylone usta kusiły go. Zamglone, przepełnione radością i przyjemnością
oczy sprawiały, że wariował. Czuł się jakby już to przechodził setki razy a mimo to
chłonął go całego swoim wzrokiem. Nachylił się całując go w czoło.
-Już w porządku - jęknął Yoongi uśmiechając się. Nam splótł ich dłonie obok głowy młodszego
i zaczął powoli poruszać biodrami.
Było mu tak kurewsko dobrze.
Kiedy był blisko szczytu przez jego głowe przebiegło tysiące myśli i wpomnień, chwile potem
opadł obok chłopaka. Wpatrywał się w jego profil coraz szerzej się uśmiechając.
Yoongi odwrócił w jego strone twarz głaszcząc kciukiem policzek Namjoona.
Rap Monster chwycił go za dłoń i wtulił w nią twarz.
-Yoongi, wróciłem - szepnął patrząc na jego zaskoczoną twarz.
W oczach młodszego zaczeły zbierać się łzy. Namjoon zaśmiał się przytulając do niego.
-Nic się nie zmieniło gnojku.
-Ty pierdolony idioto. Kurwa. Teraz? Naprawdę dopiero teraz? - pytał Suga bijąc go pięścią
po ramieniu.
-Troche podkolorowałeś naszą historie. Zapomniałeś dodać, że byliśmy wrednymi
chujami którzy wieczorami cisneli po sobie jak po tanich szmatach.
-Zabije cię. Kurwa powiesze. Próbowałem wszystkiego. A wystarczyło cię zaruchać  żeby
ci pamięć wróciła?
-Jestem łatwy w obsłudze kochanie - zaśmiał się cicho mocno tuląc czarnowłosego.

Rap Monster fuknął wbijając się w fotel.
-Świetnie. Czyli ubzdurałeś sobie, że może mi nie wrócić pamięć więc rozkochasz mnie
w sobie na nowo jeśli wreszcie będę wolny?
-Mniej więcej.
-I tak po prostu przez trzy lata znosiłeś każdą osobe z którą byłem?
-Jeżeli byś się zakochał nie miał bym prawa się w to wtrącać.
-I wszyscy wiedzieli o nas i o tym wszystkim tylko nie ja?
-Bo ich poprosiłem.
-Jesteś idiotą.
-Ty też.
-Ale cię kocham jak pierdolnięty.
-Trzy lata czekałem aż sobie przypomnisz o nas, opowiedziałem kurwa wszystko łącznie z tym,
jak cię pierdolnął samochód i przefrunąłeś pół ulicy,a ja jak głupi siedziałem z tobą miesiąc czasu w szpitalu
tylko po to byś obudził się i nazwał mnie kumplem i nie
potrafisz powiedzieć czegoś mądrego? Nawet nie wiesz jak idiotycznie wyglądałeś gdy szybowałeś
jak pierdolony pelikan po niebie po czym jebnąłeś jak kłoda o beton. Spektakularne oświadczyny.
Romantyzm lvl Monster.
-Powiedział bym Pussy Monster ale nie jesteś kobietą.
-Cóż za to z ciebie całkiem niezła pizda - westchnął kierując się do pokoju.
Namjoon ruszył w bieg za nim zbulwersowany jego wypowiedzią.
Cóż miał poradzić?
Przecież mówił tylko prawde.
Swoją drogą kto normalny, połamany, wykrwawiając się i plując krwią oświadcza się
swojemu chłopakowi?
Kurwa nikt.
Tylko Namjoon.